Przywództwo i rodzicielstwo wg. Turid Rugaas

Od wielu lat w środowiskach zajmujących się szkoleniem psów pokutuje pewien mit mówiący, że właściciel powinien wobec szczeniaka przyjąć rolę przywódcy, jeśli chce uniknąć prób dominacji z jego strony.

„Przywództwo” należałoby raczej zastąpić słowem „rodzicielstwo” i w ten sposób spojrzeć na relację właściciel – pies. Jest to o wiele bardziej logiczne.

Kiedy ośmio- czy dziewięciotygodniowy szczeniak trafia do nowych właścicieli, którzy potrząsają nim, przewracają i krzyczą na niego za każdym razem, gdy zrobi coś źle, jest on na to zupełnie nieprzygotowany, a co za tym idzie, śmiertelnie przerażony. Krótko mówiąc, doznaje szoku. Jest to zwykle początek pasma problemów. Malec zaczyna warczeć, gdy ktoś go dotyka – w obawie, że znów zostanie ukarany. Właściciele postanawiają wtedy zastosować taktykę twardej ręki, co prowadzi tylko do coraz większych problemów i unieszczęśliwiania psa.

Szczeniak musi się stopniowo uczyć zasad porządku, ale nie wszystkiego naraz!

Dlaczego ludzie tak łatwo sięgają po przemoc? Nietrudno wyobrazić sobie, jak bardzo przerażające i stresujące dla szczeniaka jest agresywne zachowanie człowieka – olbrzyma tyle razy większego niż on sam.

Stopniowo właściciele zaczynają narzekać, że pies jest nieposłuszny, nie przychodzi na zawołanie i stwarza mnóstwo innych drobnych problemów, które uprzykrzają życie codzienne. Szczeniak tymczasem nauczył się unikać właściciela, ignorować go, jednocześnie używając tuzina rozmaitych sygnałów, mających na celu udobruchanie go. Jeśli nie przynoszą one rezultatu, pies może w końcu zaprzestać ich wysyłania.

frgm. „Sygnały uspokajające. Jak psy unikają konfliktów” Turid Rugaas