Po co psu własny człowiek?

Bo bardziej niż zaganianie stada, niż pilnowanie podwórka, niż dobieranie się do szpiku kości, niż gonitwy i zapasy z kumplami, niż chwytanie piłki w locie, niż wywęszenie tropu zająca, niż tarzanie w trawie, niż polowanie na płatki śniegu, niż wylegiwanie się na kanapie, niż długi bieg po plaży, niż szczekanie na kota sąsiadów, niż zabawę w przeciąganie, niż podsikiwanie najwyższych słupów, niż jazdę autem do parku, niż rozkopanie nowej grządki, niż obwąchiwanie śmietników… Bo najbardziej lubię moją własną Anecię.

Najlepsze w posiadaniu człowieka jest to, że on nie tylko zapewnia norę, ale i atrakcje. Co prawda, nie rozumiem, czemu boski zapach indyczej piersi wykopany w ogrodzie po tygodniu, człowieka nie zachwyca, ale w sumie, czym on ma ją powąchać? Tym swoim maleńkim nochalkiem? Inwalida.

Dwunożni są za to przydatni np. do zanoszenia zabawek gdzieś za drzewa albo w krzaki. Oni nazywają to zabawą w szukanie. Jakie to szukanie, skoro czuć taką zabawkę z kilometra, ale niech im tam będzie, bo zabawa świetna.

Dwunożni noszą też kurtki z kieszeniami, a w nich najlepiej przechowuje się suszone wątróbki. Czasem żałuję, że kubraki dla psów na wielkie mrozy nie mają kieszeni. Można by mieć przy sobie zawsze kawałek czegoś pysznego na przegryzkę, kiedy psa głód złapie znienacka.

Całkiem dobrze też śpi się z dwunożnymi. Niekiedy zdarza się, że próbują się rozpychać, ale da się ich wyszkolić. Najlepsze efekty daje położenie się na plecach albo chociaż na boczku. Tylko trzeba koniecznie zgiąć przednie łapki. Coś im się dzieje, jak to widzą, bo nie marudzą wtedy, nie budzą, tylko kładą się grzecznie na swoim skrawku łóżka. Czasem, co prawda, gapią się jeszcze trochę z wytrzeszczem, wyszczerzeniem i miną przygłupa i coś mamroczą pod nosem o słodyczach, ale trudno. Nie ma rozwiązań idealnych.

Nie jestem specjalnym łakomczuchem, ale doceniam, że ludzie nie wyżerają nam z misek. Nie stoją też nad nami, śliniąc się i powodując wyrzuty sumienia, że my jemy, a oni nie. No dobra, zwykle nie stoją.

Obserwowanie dwunożnych daje psom wiele radości. Jak oni biegają! Paść można ze śmiechu, gdyby dłużej na to popatrzeć. Mają też inne śmieszne ułomności, np. nie podnoszą nogi przy sikaniu albo w ogóle sikają do miski.

A i tak warto mieć swojego człowieka, bo przecież każdy pies musi mieć kogoś, kto samym pojawieniem się sprawia,  że ogon zamienia się w śmigło.

owczarek niemiecki Frodo
(tekst został opublikowany w magazynie Mój Pies w 2012 roku)